Wpływ na zjawiska pogodowe mamy raczej ograniczony, chociaż nieustannie nad tym pracujemy. Marynarze wiedzieli, że wylanie oliwy wokół statku w trakcie burzy spowoduje, że cienka warstewka tłuszczu dookoła zapobiegnie załamywaniu się grzywaczy i uchroni statek przed uderzeniami fal. Stąd powiedzenie „lać oliwę na wzburzone fale” – czyli delikatnie i z wyczuciem uspokajać sytuację.
Dookoła nas i w nas istnieją substancje o skrajnie odmiennych właściwościach fizykochemicznych, które są niemieszalne i „nie lubią się ze sobą”. Klasycznym przykładem jest układ olej–woda. Mimo tej pozornej niezgodności, wiele procesów biologicznych oraz codziennych zastosowań wymaga trwałego połączenia takich substancji i stworzenia trwałych układów, w których współistnieją fazy wodne i lipidowe (olejowe). Kluczową rolę w stabilizacji takich układów pełnią związki powierzchniowo czynne, czyli surfaktanty – nasi tytułowi rozjemcy. Ich cząsteczki są amfifilowe – posiadają jednocześnie część hydrofilową (oddziałującą preferencyjnie z wodą) oraz hydrofobową (oddziałującą z fazą niepolarną np. lipidową/olejową). Dzięki tej unikalnej budowie gromadzą się na granicy faz, czyli, między innymi, na powierzchni pomiędzy olejem a wodą, obniżając napięcie międzyfazowe i umożliwiając tworzenie stabilnych układów dyspersyjnych, takich jak emulsje.
Surfaktanty pełnią istotne funkcje zarówno w technologii, jak i w organizmach żywych. Ułatwiają usuwanie zanieczyszczeń poprzez solubilizację tłuszczów (detergenty), wspomagają procesy flotacji rud cennych minerałów oraz technologie wspomagające wydobycie ropy naftowej, stabilizują emulsje w preparatach kosmetycznych, spożywczych i farmaceutycznych. W organizmie człowieka szczególne znaczenie mają naturalne surfaktanty (surfaktant płucny, kwasy żółciowe czy fosfolipidy).
Przyjrzyjmy się bliżej mechanizmowi ich działania oraz temu, w jaki sposób specyficzna budowa molekularna pozwala im kontrolować właściwości granic faz.
